Wywiad z Robertem Seethalerem

Książniczki
12 maja 2017

Gdy czytamy "Całe życie" czujemy się jak turyści, których pod koniec życia zabierał na alpejskie wycieczki główny bohater Egger i o których mówi, że chodzą po górach w poszukiwaniu jakiejś nieznanej i nienasyconej tęsknoty.

Miałyśmy przyjemność zadać kilka pytań Robertowi Seethalerowi. Jego odpowiedzi są równie refleksyjne i esencjonalne, jak nominowana do Nagrody Bookera powieść.


Czy można opowiedzieć życie?

Wszystko można opowiedzieć. Życie. Śmierć. Chwilę. Opowiadać to wynajdywać. Naturalnie nie da się definitywnie podsumować czyjegokolwiek życia, czy to na stu pięćdziesięciu, czy dziesięciu, czy też stu tysiącach stron. To tylko przebłyski, obrazy, momenty. To tak jakby na łożu śmierci raz jeszcze spoglądać na swoje życie. Ten rzut oka wstecz zawsze musi się ograniczać do jakiegoś wyboru. A jeśli ma się szczęście, można poprzez ów wybór pojąć coś takiego jak esencję życia.

Jedyną pewnością egzystencji jest jej ulotność i przemijanie?

Nawet to nie jest pewne.

Czy samotność to coś złego, czy może wpisana jest w naszą egzystencję?

Samotność nie jest zła. Nic nie jest złe. Nie ma w ogóle czegoś takiego jak zło. Zło jest wynalazkiem człowieka. Ma wyjaśnić to, co niepojęte. W rzeczywistości zło jest tylko nieobecnością dobra. Diabeł jest tylko nieobecnością Boga.

Jak narodziło się „Całe życie”? Gdzie Pan szukał inspiracji?

Tego nie wiem. To przychodzi skądkolwiek. Objawia mi się w toku mojego życia. Ale zawsze pojawia się poprzez charakter. Jakaś postać, obraz, scena wyłaniają się z mgły nieświadomości i powoli nabierają kształtów i charyzmy. Przy odrobinie szczęścia i mnóstwie pracy powstanie z tego cała historia. Taka historia jest jak rzeka, która czerpie z wielu dopływów.

Czy góry mają pamięć?

Jeżeli w to wierzymy, to tak.


Czy stary przewodnik alpejski może być naszym przewodnikiem po życiu? Czego możemy się od niego nauczyć?

Jak milczeć. Iść. Być uważnym. Pozdrawiać zwierzęta. Ciepło się ubierać. Nosić mocne buty. Dużo pić. Dużo jeść. Zabierać ze sobą plastry. Nie zostawiać śmieci. Jeść dobre rośliny. Tym trującym tylko się przyglądać. Modlić się przy katastrofach (nawet jeśli nie wierzy się w Boga). Nie rzucać kamieniami. Nie budować domów na piasku. Śmiać się tak często, jak tylko się da. Zawsze pamiętać, że droga raz wiedzie w górę, ale potem znowu w dół.

Tylko czy życie prostego człowieka jest wystarczająco ciekawe na powieść?

Wszystko jest wystarczająco ciekawe na powieść, jeżeli jest dobrze napisana.

Czy wierzy pan w przeznaczenie, czy uważa, że mamy wpływ na nasz los?

Nikt nie ma wpływu na los. Ale można myśleć i marzyć. I można się starać o to, by przynajmniej następny krok zrobić zgodnie ze swoją wolą.

Mimo postępu cywilizacji i techniki wciąż mamy pragnienia prostego człowieka – do szczęścia potrzebujemy miłości, spokoju i piękna. Czy to jest recepta na udane życie?

Nie ma żadnych recept na życie. A już na pewno na szczęście. Szczęście jest ulotne i zwykle jest darem. Warto dążyć do zadowolenia. Zresztą bez pewnych form miłości też można być szczęśliwym lub zadowolonym. W samym środku wojny lub ciężkiej choroby można również znaleźć chwile szczęścia. A piękno jest tak czy owak relatywne.

Czy życie w zgodzie z naturą, życie, w którym jest ona bliska i obecna, jest jedynym kluczem do szczęścia i spokoju?

Nie. Natura nie jest ani receptą, ani kluczem. Natura istnieje w większości umysłów jedynie jako wytęsknione miejsce. Dlatego tak chętnie widzimy ją w różowych barwach. Jednak nie powinno się niczego uromantyczniać. Góry po prostu stoją i niczego nie chcą. Są tyleż piękne, co straszne. Są tym, co chcemy w nich zobaczyć. A już wyjątkowo piękne są wtedy, gdy ogląda się je z daleka lub o nich marzy. Gdy tylko się do nich zbliżamy lub wręcz wspinamy na nie, całe to piękno szybko się relatywizuje. Robi się nieprzyjemnie, męcząco, ciężko, wietrznie, lodowato, a czasami groźnie dla życia. Prawdziwe zmagania z naturą są zawsze sprawdzianem. To tak jak z miłością.

Kobiety mają specyficzną rolę w Pana powieści. Bohater nigdy nie jest w stanie ich zrozumieć, są dla niego zagadką, ale uśmiech Grace Kelly i smutek czający się w jej oczach jest w stanie wzburzyć duszę głównego bohatera do głębi. Skąd to podejście?

Po prostu tak jest. A Pani rozumie kobiety? Mimo że sama jest Pani jedną z nich? Rozumie Pani mężczyzn? Czy oni rozumieją cokolwiek? Ale na szczęście nie trzeba przecież rozumieć wszystkiego, co się nam podoba.

Czy napisanie „Całego życia” zmieniło coś w Pana życiu?

Nie potrafię tego powiedzieć, bo nie wiem, jak przebiegałoby moje życie bez pracy nad "Całym życiem". Ale naturalnie wszystko ma wpływ na wszystko. Każda chwila jest zmianą.

Ten ogromny międzynarodowy sukces dodał Panu skrzydeł czy może onieśmielił i utrudnił dalszą pracę pisarską?

Czuję się onieśmielony. Ale ja i tak zawsze czuję się onieśmielony.

Czy można planować kolejną powieść po tym, jak opisało się już całe życie?

Z całą pewnością. Tyle że nie ja. Nie jestem dobry w planowaniu. Mimo to stale próbuję. I ruszam naprzód bez mapy.


Robert Seethaler, Całe życie, Wydawnictwo Otwarte