Tomasz Sekielski o pracy reporterskiej, pisaniu i czytaniu swoich książek

Zofia Karaszewska
13 marca 2018

"Próżność to jest ulubiony grzech każdego twórcy."

Jak to jest być po drugiej stronie - nie zadawać pytań, ale na nie odpowiadać jako pisarz.

Z jednej strony jest to dziwne, bo ponad 23 lata w zawodzie dziennikarskim spowodowało, że jestem raczej przyzwyczajony do zadawania pytań, niż odpowiadania na nie, ale….

…chce Pan mi zadać jakieś pytanie?

(śmiech) Powiem tak: próżność to jest ulubiony grzech każdego twórcy, także mój, więc udzielanie wywiadów zaspokaja tę próżność. To jest przyjemne, spotkać się z kimś zainteresowanym tobą. Mówi się, że męskie ego nie zna granic, a jeśli jeszcze dołożymy autorskie, artysty w końcu, to… tak, bardzo lubię udzielać wywiadów! Chociaż gdyby odłożyć to wszystko, co jest związane z przyjemnością zaspokajania swoich ludzkich słabości, to jednak wolę zadawać pytania. Wydaje mi się, że nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Zawsze się boję, jak odpowiadam, że powiem coś strasznie głupiego.

To trudniejsza sytuacja. Prawda?

Prawda! Wystarczy zadać krótkie pytanie i niech gościu się tłumaczy.

Czy ta potrzeba bycia twórcą tkwiła w Panu przez te wszystkie lata, kiedy był Pan po tej drugiej stronie?

Myślę, że tak. W moim dzieciństwie biły się we mnie dwie osobowości. Jedna – śledczego; rodzice mi opowiadali, że jak byłem małym chłopcem i porwali włoskiego premiera Aldo Moro, to ja prowadziłem w domu poszukiwania i przepytywałem pluszowe misie. Usłyszałem coś w telewizji i postanowiłem prowadzić własne śledztwo. Z drugiej strony, od najmłodszych lat uwielbiałem snuć opowieści. Przyznam nieskromnie, że na pewnym etapie mojego życia byłem mistrzem opowiadania mrocznych historii. Gdy byłem nastolatkiem robiłem zakład z kolegami w wakacje, w Borach Tucholskich, że ja opowiadam przy ognisku przerażającą historię, a oni muszą odważyć się iść w nocy przez las kilometr na tamę - nikt nigdy nie wygrał tego zakładu.

Ale tak, od najmłodszych lat gdzieś we mnie biły się dwie osobowości.

Fakty czy fikcja?

Na początku wygrały fakty. Mimo, że jak powiedział Tołstoj, "rzeczywistość jest bardziej nieprawdopodobna od fikcji" - w końcu spróbowałem też fikcji. Gdy byłem nastoletnim chłopakiem i zastanawiałem się nad tym, kim chcę być w życiu, napisanie książki było jednym z moich marzeń. Uważałem, że to jest coś niezwykłego, tak sobie siedzieć i pisać książkę. Pochłaniałem też wielką liczbę książek. Czytałem bez przerwy. Wszystko!

Jakie to były książki?

Na początku dużo fantastyki, teraz rzadziej po nią sięgam. Czytam kryminały, lubię też klasykę. Ostatnio ściągnąłem sobie do słuchania „Zbrodnię i karę” Dostojewskiego, żeby ją sobie odświeżyć.

Słucha Pan książek?

Ja dużo jeżdżę i ostatnio więcej słucham niż czytam. W pociągu, w samochodzie. Łatwiej jest mi słuchać audiobooka niż brać ze sobą książkę. Mogę sobie wtedy przymknąć oczy i odpłynąć w opowieść. A jeśli jeszcze ktoś fajnie czyta, to to już jest sama przyjemność.

Ostatnio rzeczywiście właściwie wcale nie czytam, tylko słucham, chociaż kiedyś myślałem, że jest to nie do pomyślenia.

POSŁUCHA SMAKU SUSZY

Stąd potrzeba, żeby samemu czytać swoje książki?

Ze względu na to, że pracuję też głosem, zapytano mnie, czy nie przeczytałbym swojej książki. Trochę się wahałem, bo czym innym jest czytanie "offów" do materiałów dziennikarskich, a czym innym interpretacja książki. Ostatecznie dałem się przekonać. W sumie nie specjalnie się opierałem (śmiech).

Po „Sejfie” dostałem informację zwrotną, że ludziom się podoba, więc pracowałem dalej.

Moją wiarę w umiejętności lektorskie podważył Krzysztof Czeczot. Miałem straszną frajdę z zabawy głosami. Wcielając się w swoich bohaterów przeczytałem cztery książki, a jak czytałem „Smak suszy” dźwiękowiec powiedział, że Krzysztof prosi o przeczytanie „na spokoju”. Spytałem, co to znaczy, a on, że ma wszystko być równo, bez emocji i udawania głosów. To mnie sprowadziło na ziemię. Ale nie! Ja się nie poddam, następnego audiobooka nagram bawiąc się głosami.

Ale to przecież całkiem dobrze nagrany audiobook.

Tak? Jeśli Pani mówi, że jest w porządku…. bardzo mi się podobało to chrypienie, skrzypienie, udawanie, głosy, odgłosy - miałem więcej zabawy. Ale najważniejsze jest, żeby słuchaczom się podobało!

Jak to jest, jak się czyta swój tekst? Nie ma Pan ochoty ciągle czegoś poprawiać?

Oczywiście, że tak. Zresztą zanim czytam audiobooka, kiedy jeszcze sczytuję książkę po poprawkach, nagle wpadam na nowe pomysły. Oczywiście wydawca mi mówi, że zwariowałem i nie pozwala wprowadzać zmian. Chyba każdy pisarz tak ma, że kolejne czytania powodują pewną frustrację. Wpadają do głowy nowe pomysły, lepsze sformułowania. Też mam takie poczucie, że rozwinąłem się jako pisarz od czasów mojej pierwszej powieści. Pod względem warsztatowym, literackim, umiejętności konstruowania świata przedstawionego. Pewnie jak przeczytam jeszcze raz „Sejf”, to nie będzie mi się podobał tak, jak kiedyś, więc nie chcę się dołować.

Pytała Pani, kto jest dla mnie inspiracją. Stephen King! Uważam, że pisze znakomitą literaturę gatunkową. Po mistrzowsku! W pisaniu bardzo pomogła mi też jego książka „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika.” On niesamowicie posługuje się słowem. Swobodnie opowiadanie to jest siła literatury gatunkowej. Jeśli nawet nie zdobywa się za to Nobla, literatura ma się podobać czytelnikowi. Opowieść ma być wciągająca, interesująca, spójna. King jest w mistrzem świata. Weźmy jego najsłynniejszą powieść „Bastion” napisaną pod koniec lat siedemdziesiątych - w pewnym momencie King ją poprawił i mocno rozszerzył; sam z siebie żartował, że po wydaniu pierwszej wersji „Bastionu” dla wielu czytelników mógł już umrzeć i nic nie pisać. Postanowił zmienić jednak tę powieść. Uważam, że wtedy jest sens zmieniać swoje książki, gdy można coś mocno rozbudować, gdy ma się coś niezupełnie nowego, ale zdecydowanie odmiennego do powiedzenia. To ma sens.

POSŁUCHAJ KINGA

A jak teraz samopoczucie twórcy - zakorzenił się Pan na rynku literackim? To będzie teraz Pana droga?

Chciałbym, ale nie. Powiem tak, niestety, ze szczerym żalem to mówię, nie należę jeszcze do grona pisarzy, którzy zarabiają pisaniem na życie. Zresztą takich jest w Polsce bardzo niewielu.

Poza tym, uwielbiam robić filmy i reportaże, nie mogę z tego zrezygnować. Muszę to wszystko godzić. Chciałbym więcej pisać, ale na razie to jest niewykonalne.

Część osób uważa, że powinienem pójść w literaturę faktu i namawiają mnie bardzo na napisanie mocnych książek w tym gatunku. Mnie z kolei strasznie bawi fantazjowanie. Nie wiem, jestem rozdarty.

Czy tam gdzie się kończy dziennikarskie śledztwo, zaczyna się fantazja autora?

Chyba nie. Powiedziałbym raczej, że dziennikarstwo pomaga mi w pisaniu, ale nie jest tak, że jeśli mam jakąś historię i nie mogę jej dokończyć jako dziennikarz - to piszę książkę. Raczej jest tak, że gdy siadam do książki, to przypominam sobie historie, które opisywałem jako dziennikarz. Niewyjaśnione sprawy, plotki kuluarowe - wtykam je do książek. Bawię się też faktami. Opisuję prawdziwe zdarzenia, albo bardzo podobne do prawdziwych.

Mam w sobie być może naiwną uczciwość i nie potrafię wciskać ludziom kitu; gdybym nie był dziennikarzem, może bym tę granicę przekraczał i pisał „inspirowane prawdziwymi wydarzeniami” albo „scenariusz pisali mafiozi”.

Pana twórczość też się zakorzenia w takiej potrzebie zgłębiania teorii spiskowych.

Czy mam robić ludzi w konia? Nie chcę.

To rozbudza wyobraźnie masową - co się dzieje na szczytach władzy?

Syf jest. Polityka jest brudna. Były różne próby tworzenia powieści political fiction, w których politycy byli błyskotliwi, oczytani, inteligentni, można powiedzieć starożytni filozofowie znakomicie znający każdą dziedzinę nauki. No nie… ta prawdziwa polityka jest brzydka od środka i wciąż czeka na opisanie. Może kiedyś napiszę. Zachęciła mnie Pani, żeby napisać powieść inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami.

Są tacy, którzy zarabiają na niewydawaniu książek, które napisali...

Dołuje mnie Pani.

To dołuję czy inspiruję?

No bo czuję się jak pierdoła. Dawno powinienem zrobić szyld „Sekielski ujawnia to, czego się nie powinno ujawniać!” i byłoby jechane. Zrobiłbym sobie pieczątkę „Król polskiej sensacji”…

A teraz Pan coś pisze?

Powinienem kończyć trzecią część „Suszy”, ale oczywiście tradycyjnie przewalam termin. Mam też pomysł na powieść, który chodzi za mną, a potem może zacznę pisać literaturę faktu… Pracuję też nad kilkoma rzeczami dokumentalnymi.

To dziękuję za rozmowę.

Już? Naprawdę?!

A chce Pan jeszcze coś dodać?

Nie, dobrze mi się z Panią rozmawia, a może po prostu jestem gadułą (śmiech).





Tomasz Sekielski – pomysłodawca i założyciel wydawnictwa „Od deski do deski" – dziennikarz śledczy, reporter, korespondent, pisarz i reżyser. Obecnie również wydawca. Jest twórcą wielu programów telewizyjnych (m.in. Prześwietlenie, Teraz My!, Czarno na białym, Po prostu), a także filmów dokumentalnych (m.in. Władcy marionetek). Jest autorem bestsellerowej trylogii „Sejf". Wyróżniony prestiżowymi nagrodami: m.in. Dziennikarz Roku, Grand Press, Wiktory, Telekamery, Niptel. Przez dwa lata, w programie „Po prostu" na antenie TVP1 ukazywał się jego 45-minutowy reportaż nt. najważniejszych lub najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń na świecie np. nt. morderstwa Litwinienki, kartele narkotykowe w Meksyku, problemy żołnierzy walczących na froncie na Ukrainie, obozy dla uchodźców (Calle), terroryzm itd.




Po audiobooki zapraszamy na www.storytel.pl