Taran Matharu u Książniczek

Książniczki
24 lutego 2018

„Większością wydawnictw kierują podobne typy osób – wykształcone, po literaturoznawstwie, mieszkające w dużych miastach, jak Nowy Jork czy Londyn. Prawie zawsze są to kobiety i prawie zawsze białe. Co to oznacza?”

Z Taranem Matharu o tym, jak wykorzystał Wattpad, żeby opublikować książkę, czym jest dla niego fantasy i czego mu brakuje na rynku wydawniczym.

Napisałeś kiedyś w artykule opublikowanym w „Guardianie”, że literatura fantasy była Twoim sposobem ucieczki. Przed szkołą, przed kolegami. Dlaczego musiałeś uciekać?

Moje pierwsze lata szkoły były bardzo trudne. Byłem jedynym chłopcem azjatyckiego pochodzenia w klasie. Ja i mój starszy brat byliśmy jedynymi ciemnoskórymi w całej szkole. Byłem prześladowany, a moja ksywka brzmiała „poohskin”, czyli ty o kolorze skóry kupy. Ostatniego dnia szkoły pewien chłopak wsadził mi palec w drzwi i trzasnął nimi, aż złamał palec. I nawet go za to nie wylano ze szkoły. Nauczyciele w tej szkole byli także rasistowscy. Także to nie był najlepszy i najmilszy czas w moim życiu. Ale ponieważ tak często mnie dręczono, zacząłem dużo czytać. Żeby uciec w świat fantazji. I najbardziej lubiłem fantasy. Może to zabrzmi dziwnie, ale pomagało mi to w jakiś sposób rozumieć rasizm.

Czy rasizm to według Ciebie ważny element książek fantasy?

Nie zawsze, ale w niektórych sytuacjach tak. Jeśli w jakiejś powieści istnieje wiele różnych ras, które się nienawidzą z powodów kulturowych, to odnajduję tam elementy rasizmu. Ale nie zawsze tak jest. Zwłaszcza gdy jedna z ras jest naprawdę zła i okrutna, to nie jest rasizm ich nienawidzić. Oni po prostu są źli. Na przykład to, że hobbity nienawidzą orków we „Władcy pierścieni” nie znaczy, że hobbity są rasistami. Orki są po prostu złe i ma sens nienawidzenie ich.

Czym Twój bohater różni się od bohaterów J.K. Rowling i Tolkiena?

Na pewno jest bardziej współczesny, niż bohaterowie Tolkiena. Choć nie tak współczesny jak Harry Potter, który mieszka w naszym świecie i na przykład używa telefonu. Mój bohater, Fletcher, nie ma takiej możliwości. To, co ich łączy, to jednak zupełny brak uprzedzeń wobec innych.

Ucieczką było czytanie. A pisanie?

Robiłem obie rzeczy. Zacząłem pisać moją pierwszą powieść, kiedy miałem 9 lat. Skończyło się na 17 tysiącach słów. Była to powieść fantasy o złej wiedźmie i czarodzieju, którzy mieszkali po przeciwnych stronach lasu. Czarodziej miał po swojej stronie dobre istoty, które go wspierały. Wróżki i wszystkie zwierzęta leśne. Wiedźma natomiast miała gobliny, wilkołaki i wszystkie złe stworzenia. Pisałem o wielkich bitwach pomiędzy nimi. Miałem całe szuflady zawalone wymyślonymi światami.

A co czytałeś?

Wszystko! Uwielbiałem książki historyczne. Czytałem Cromwella, Smitha. Byłem wielkim fanem Harry’ego Pottera. Uwielbiałem Anthony’ego Horowitza. Czytałem bardzo dużo.

Na początku swojej książki podziękowałeś czytelnikom Wattpada. Za co ta wdzięczność?

Ponieważ mnie wspierali kiedy zdecydowałem się wydać swoją książkę, a nie publikować wszystkiego za „free”. Kiedy zacząłem pisać książkę, pierwsze, co napisałem, to właśnie to – że staram się podpisać umowę z wydawnictwem. Chciałem wydać moją książkę. Kiedy napisałem około 2/3 opowieści faktycznie zaoferowano mi umowę. Wysłałem więc do wszystkich wiadomość o treści: „Hej, chcę żebyście wiedzieli, że moja książka zostanie wydana i nie będę więcej publikował jej fragmentów na Wattpadzie”. Tylko niewiele osób było na mnie złych za to, że nie będą mogli przeczytać reszty powieści za darmo. Większość osób zareagowała w bardzo pozytywny sposób. Gratulowali mi i obiecywali, że będą mnie wspierać i kupią książkę. Ta dedykacja dla nich, to był więc sposób na podziękowanie im. Wydaje mi się też, że nie udałoby mi się skończyć pierwszej książki bez tych wszystkich ludzi, którzy mnie namawiali do pisania. Gdybym pisał przy biurku, w samotności, nie wiedząc, czy to, co piszę jest dobre, czy złe, czy ludziom się podoba – byłoby mi na pewno o wiele ciężej pisać.

I faktycznie pisałeś i publikowałeś jeden rozdział każdego dnia?

Tak, w pierwszym miesiącu tak było. Pisałem codziennie rozdział i codziennie wrzucałem go na Wattpada. Czasami publikowałem nad ranem, bo zaczynałem pisanie o 11 wieczorem. Albo rozdział był dłuższy, niż sądziłem, że będzie. Więc czasem późno, ale codziennie publikowałem. Tylko w moje urodziny zrobiłem sobie przerwę i wtedy dostałem wiele zirytowanych wiadomości od ludzi, którzy pisali: „Obiecałeś, że będziesz pisać każdego dnia, a teraz co?”. To były setki wiadomości. Coś niesamowitego!

Czy to była dla Ciebie forma wyzwania?

Nawet więcej. Konkurs pod tytułem „National Novel Writing Month”, który polega na napisaniu 50 tysięcy słów w ciągu miesiąca. Dlatego tyle pisałem. No i nie pracowałem. Właśnie wtedy odszedłem z wydawnictwa Penguin Random House i szykowałem się na podróż do Australii. Miałem miesiąc wolnego, więc pomyślałem, że to będzie mój projekt na ten czas. Że podejmę wyzwanie.

Czy trudno było sprostać wyzwaniu?

Tak. Trudne nie było nawet samo pisanie, ale znalezienie w sobie motywacji do pisania każdego dnia. Czasem po prostu miałem ochotę na relaks albo na to, żeby pooglądać telewizję. Konkurs na pewno mi w tym pomógł. I presja ze strony moich czytelników. Była też nagroda. Ponieważ jak tylko publikowałem rozdział – w ciągu 10 minut – ludzie czytali, a ja dostawałem wiadomości w stylu: „Dziękuję. To było świetne. Bardzo mi się ten kawałek podobał.” I to było wspaniałe uczucie. Mieć kontakt z czytelnikami w czasie rzeczywistym.

Powiedziałeś, że pracowałeś w wydawnictwie Penguin. Dlaczego więc zacząłeś publikować na Wattpadzie, a nie tam?

Ponieważ nikt nie był zainteresowany spojrzeniem na moje teksty. Nikt nie chciał ich przeczytać. Mój szef powiedział do mnie: „Opublikuj to na Wattpadzie. Jeżeli dobrze pójdzie, to może jakiś wydawca się tym zainteresuje.” Nie chciał, żebym go dłużej męczył. To zabawne, ponieważ dostałem ofertę wydania mojej książki zaledwie trzy miesiące później. Mój szef nawet nie pamiętał swojej rady dotyczącej Wattpada, a w rzeczywistości Penguin złożył mi ofertę opublikowania książki. Jednak przegrali aukcję i to Hachette wydaje moje książki w Anglii.

Kiedy poczułeś się pisarzem?

Jak mam być szczery, to od razu wtedy, kiedy podpisałem umowę na książkę. A jeszcze mocniej, kiedy po raz pierwszy trzymałem moją książkę w rękach. Potem – kiedy zorientowałem się, że mogę żyć z pieniędzy z pisania – byłem już tego pewny.

Czy Wattpad Ci w tym pomógł?

Być może. Ale jeśli mam być szczery, to już się nie uważa, że Wattpad pomaga w sprzedaży książek. Zrobiłem kampanię pre-order i liczba ludzi, którzy zamawiali była bardzo niska.

Wracasz na Wattpada w poszukiwaniu tekstów?

Nie. Zresztą nigdy w zasadzie nie szukałem tam tekstów, tylko pisałem. Głownie to amatorskie pisanie, więc naprawdę trudno znaleźć tam dobre teksty. Szczególnie kiedy mogę kupić książkę, która miała już przynajmniej redakcję. Ktoś to przeczytał i zdecydował, czy nadaje się do publikacji.

Czyli co? To był Twój plan, żeby zacząć publikować na Wattpadzie, znaleźć wydawcę i się zwinąć z self-publishingu?

Tak. Może rozważałbym self-publishing jeszcze jakiś czas temu. Ale teraz już nie. Moje książki sprzedają się bardzo dobrze w druku. Przejście na self-publishing byłoby opłacalne tylko wtedy, jeśli ponad 70% moich książek sprzedawałoby się w formie e-booków. Ale tak nie jest.

Co teraz czytasz?

Czytam książkę, którą zamierzam wydać. Założyłem wydawnictwo z dwójką przyjaciół i wydajemy naszą pierwszą książkę. Jest to książką o bohaterze, który gra w grę RPG online w więzieniu i w tej grze musi udowodnić swoją niewinność.

Skąd pomysł, żeby założyć własne wydawnictwo?

Wydaje mi się, że jest bardzo małe zróżnicowanie wśród wydawców. Większością wydawnictw kierują podobne typy osób – wykształcone, po literaturoznawstwie, mieszkające w dużych miastach, jak Nowy Jork czy Londyn. Prawie zawsze są to kobiety i prawie zawsze białe. Co to oznacza? Wydaje mi się, że część książek nie ma szans na publikację ponieważ takie osoby nie są zainteresowane w danym temacie. W czasach wirtualnej rzeczywistości i gier video są różne gatunki bardzo popularne w self-publishingu. Jest to literatura gier RPG. Jest tego bardzo dużo, ale żaden wydawca nie chce tego tknąć. Nie wydaje im się to interesujące, bo sami nie grają. Ja widzę tu szansę!

Polecamy dla młodzieży i fanów fantasy!