Rafał Kosik u Książniczek

Zofia Karaszewska
31 maja 2018

Dzięki fantastyce można opisać świat, który wychodzi poza tu i teraz. Pozbycie się fantastyki jest ograniczające.

Rafał Kosik jest gwiazdą literatury science fiction. Pisze dla dzieci, młodzieży i dla dorosłych, a jego książki rozchodzą się w kilkuset tysiącach egzemplarzy. Redaktorem wszystkich książek autora jest jego żona Katarzyna Sienkiewicz-Kosik. Razem prowadzą wydawnictwo Powergraph. O rodzinnym biznesie książkowym, podróżach i gadżetach rozmawialiśmy z Kasią i Rafałem tuż po premierze książki „Amelia i Kuba. Wenecki spisek”.

Zofia Karaszewska: Czy to prawda, że masz przy sobie rzeczy, które umożliwiają przetrwanie w każdych warunkach?

Rafał Kosik: Dwa razy naprawiłem samochód dzięki temu, że miałem przy sobie kawałek drutu. Zawsze noszę w plecaku taki specjalny zestaw, teraz też mam ze sobą między innymi: power bank, koc termiczny, tabletki do uzdatniania wody, baterie, zapalniczkę, zestaw do szycia, wodoodporne kartki, miarkę, zatyczki do uszu i taktyczne mocowanie na okulary, które się przydaje na przykład na rolerkosterze.

Zofia: Czy to nie jest trochę ekscentryczne?

Rafał: Może.

Katarzyna Sienkiewicz-Kosik: To jest rodzaj kontrolowanej paranoi, bywa zabawne, ale w sumie czuję się bezpieczniej, gdy jestem z Rafałem. Wielu fantastów jest przygotowanych na każdą okazję.

Zofia: To jest kwestia wyobraźni, bo wiesz ile rzeczy może Ci się przydarzyć?

Rafał: Myślę, że tak, ale wiele z tych gadżetów przydaje się w życiu codziennym, mam na przykład portfel z otwieraczem do piwa.


Zofia: Pisarz, który pisze dla dzieci nigdy nie przestaje być dzieckiem?

Rafał: Może odwrotnie.

Zofia: Pielęgnujesz dziecko w sobie pisząc dla dzieci? Jakie cechy musi mieć pisarz, żeby pisać dla dzieci?

Rafał: Zrozumienie grupy wiekowej. Nie to, żebym jakoś dzieci lubił specjalnie na co dzień, ale wiem jak trzeba napisać książkę, żeby im się spodobała. Tę samą historię „Amelii i Kuby” dałoby się napisać w wersji dla dorosłych i wyszedłby z tego taki James Bond.

Zofia: Kto jest pierwszym czytelnikiem twoich książek?

Rafał: Obecnie Kasia. Kiedyś czytałem synowi, potem on czytał sam. Teraz Kasia od razu redaguje i jest to czytanie w trakcie. Nasze wydawnictwo jest firmą rodzinną, ostatnio pracowaliśmy zdalnie na jednym dokumencie worda. Kasia redagowała, a ja pisałem. Ciekawe było, jak mi się na ekranie zmieniał tekst, który też chciałem akurat zmienić. Sam również składam swoje książki i zdarza mi się ostatnie poprawki robić na pliku składu. Kiedyś w ten sposób dopisałem cały wątek. To jest dość ryzykowne, bo może się wkraść jakiś błąd.

Zofia: Jak się pracuje w takim twórczym duecie?

Rafał: Non stop wojna domowa.

Katarzyna: Wszystko ma plusy i minusy. Plusem jest to, że mamy do siebie nieograniczone zaufanie, ale do starć o drobiazgi dochodzi przy każdej książce.

Zofia: Kasiu, redagujesz wszystkie książki Rafała?

Katarzyna: Tak, Rafał jest bardzo niepokornym autorem i nikt by z nim nie wytrzymał (śmiech). Tak naprawdę fantastykę zaczęłam czytać, kiedy poznałam Rafała. Dla przyjemności czytam inne książki, na przykład Franzena, Barnesa czy Flanagana. Ludzie mi mówią, że wydajemy najlepszą fantastykę w Polsce, a może dzieje się tak dlatego, że mam wobec niej duże literackie wymagania.


Zofia: Czy z fantastyki się wyrasta?

Rafał: Dzięki fantastyce można opisać świat, który wychodzi poza tu i teraz. Pozbycie się fantastyki jest ograniczające. Część krytyków tzw. mainstreamowych mówi, że powinno się z niej wyrosnąć, bo to jest tylko etap czytelniczego rozwoju, ale je uważam, że kiedy się przestaje czytać fantastykę, to trzeba też wyłączyć pewien rodzaj wyobraźni. Ja od zawsze ją lubiłem. Fantastyka to jest pierwszy naturalny język, którym opowiada się baśnie czy legendy. Moją pierwszą książką był „Rogaś z Doliny Roztoki” i gdybym nie dostał innych lektur, fantastycznych, to zapewne wtedy w ogóle przestałbym czytać…

Fantastyka ma złą prasę, bo publikuje się bardzo dużo tandety. W każdym gatunku znajdziemy tanie czytadła, ale w fantastce wyszły na pierwszy plan. To wynika z popularności fantastyki. No i socjologiczne SF ląduje w jednym worku ze smokami i wróżkami. Przez to wiele osób ma spaczony obraz. A pisarzy fantastyki traktuje się nie do końca poważnie.

Zofia: Boli Cię, że krytyka nie docenia fantastyki? Nie recenzuje?

Rafał: Przeszkadza mi to z jednego powodu - część czytelników, którym fantastyka mogłaby się spodobać, nie sięgnie po nią, myślą, że to tylko smoki i wróżki. A ja w mojej ostatniej książce dla dorosłych poruszam bardzo aktualne tematy interakcji ludzi i ludzkości z kolejną falą rewolucji informacyjnej. Ta rewolucja właśnie trwa i nikt nie wie, czy prowadzi nas w dobrą stronę, czy wprost do katastrofy cywilizacyjnej.

Zofia: Czerpiesz inspiracje ze swoich podróży? Ostatnio byłeś w Wenecji, a teraz wysyłasz tam Amelię i Kubę.

Rafał Kosik: Powinno się pisać o miejscach, które się zna. Chociaż moja pierwsza powieść była o Marsie (śmiech), ale sporo o nim najpierw poczytałem. Kiedy zaczynałem pisać kolejny tom „Amelii i Kuby”, byłem akurat w Wenecji. Siedzieliśmy z Kasią w kawiarni, zacząłem się zastanawiać, o czym teraz napiszę, a po chwili stwierdziłem, że przecież za oknem mam materiał.

Katarzyna: Myślę, że mi pozazdrościł (śmiech), interesuję się Wenecją od dłuższego czasu, chcę napisać o niej książkę, zbieram materiały.

Zofia: To był wyścig, kto będzie pierwszy?

Katarzyna: Tak! (śmiech)

Rafał: Ktoś kiedyś próbował mnie przekonać, że można napisać książkę, korzystając z google street, ale się nie da, trzeba jednak poczuć atmosferę miasta.

Zofia: Inaczej tworzy się dla dzieci?

Rafał: I łatwiej, i trudniej. Łatwiej, bo Amelia jest krótsza, ale w przypadku Felixa te książki mają taką samą objętość jak moje „dorosłe”. Właściwie to jest trochę trudniej, bo nie można przynudzać.

W „Różańcu” jest taka scena, gdzie przez 20 stron dwóch gości siedzi i rozmawia. Tam to jest potrzebne, natomiast w książce dla dzieci czytelnik by odpadł po półtorej strony takiej rozmowy.

Lubię pisać dla młodszego czytelnika, bo tam mogę sobie pozwolić na więcej humoru, te książki mają być zabawne z założenia.

Zofia: Dzieci chwalą Twoje książki właśnie za humor.

Rafał: Staram się, a gdybym mógł umieszczać tam mniej grzeczne dowcipy, to byłoby ich zapewne dużo więcej.

Zofia: Jesteś optymistą z natury?

Rafał: Jestem pesymistą.

Katarzyna: Zgryźliwym ironistą. (śmiech)

Rafał: Tak, jestem sarkastycznym zgryźliwcem. Potem przy redakcji książki usuwamy tę zgryźliwość i zostaje sam humor. Czasem zdarzają się oczywiście reklamacje. Kiedyś pewna mama napisała do mnie skargę, że w książce był żart o sierocie. Mogłem ją przeprosić, ale ta nasza zachodnia kultura przepraszania za wszystko jest nieznośna, więc jej wyjaśniłem, o co mi chodziło. Ostatecznie przyznała mi rację. I w sumie całkiem przypadkiem zainspirowała mnie do nowego wątku w następnym tomie.

Zofia: Twoje książki mają taki aspekt edukacyjny.

Rafał: Staram się, żeby tak było. Musi być też oczywiście ta warstwa nośna - akcja i humor. Ale w to trzeba wpleść coś ważnego, dać powód, aby tę książkę czytać.

Zofia: Ważny jest dla ciebie pragmatyzm w literaturze dziecięcej?

Rafał: Tak, ale nie planuję, że teraz napiszę, że nie należy palić papierosów. To gdzieś w treści pojawia się samo. W Felixie, w tomie „Pałac snów” jest poruszony temat palenia papierosów. I zamiast wykładu Net nadmienia, że jeśli będzie chciał popełnić samobójstwo, to w bardziej zdecydowany sposób, np. skacząc z mostu. Jednym zdaniem jest załatwiony temat i może to być nawet zabawne. Bardzo nie lubię takich wykładów, podczas których ulewa się autorowi ideologia. To się nieznośnie czyta, nawet jeśli to jest coś zgodnego z moim poglądami. Trzeba to robić przykładem, nie wykładem. O! złota myśl mi wyszła! Muszę to zapisać.

Zofia: Czy uwzględniasz prośby czytelników? O rozbudowywanie wątków, konkretne przygody?

Rafał: Na szczęście moje wewnętrzne dziecko nie dorosło i głównie dla niego piszę swoje książki. Chociaż tym razem na prośbę pewnego czytelnika miało być więcej psa. I jest, co dało więcej okazji do ciekawych akcji. Pies rozwiązał mi nawet kilka problemów fabularnych. Kiedy zastanawiałem się, jak zrobić zwrot akcji, pies to załatwił. Te sugestie czytelników są często inspirujące, bo kiedy nie ma żadnych ograniczeń, to nie wiadomo o czym pisać. Jest tyle możliwości, że trudno coś wybrać.

Zofia: Pierwsze dwa tomy Amelii i Kuby opierały się na technice dwóch punktów widzenia. Skąd ten pomysł i dlaczego odszedłeś od niego?

Chciałem pobawić się formą książki, nie tylko treścią. Ci sami bohaterowie tę samą sytuację nie tylko widzą i rozumieją inaczej, ale też inaczej ją zapamiętują. Wszyscy tak mamy.

Ale niestety okazało się, że często dla dziewczyn rodzice kupują „Amelię i Kubę”, a dla chłopców „Kubę i Amelię”. Nie o to przecież chodziło, to jest zaprzeczenie idei tej książki. Bo te dwa punkty widzenia są potrzebne, aby pokazać dzieciakom, z czego zwykle wynikają problemy w relacjach międzyludzkich.

Katarzyna: Wiemy, że niektóre nauczycielki przerabiają te dwie książki jako lekturę. Konfrontując te dwa spojrzenia. I nie chodzi tu o różnice związane z płcią, tylko o to, że patrząc na to samo, widzimy różne rzeczy.

Zofia: Jak było na Tragach Książki w Dubaju?

Rafał: Gorąco.

Katarzyna: Podpisaliśmy jedenaście wstępnych umów, w tym dziewięć na książki Rafała, na tłumaczenia książek na arabski. Również na „Amelię i Kubę”. Z trzema wydawnictwami egipskimi i jednym algierskim. Jeden z wydawców był zachwycony „Verticalem” Rafała. Mówi się, że wszystko już było w SF, ale nikt nie znalazł świata, który był inspiracją czy odpowiednikiem świata z tej powieści.

Rafał: Przyśnił mi się ten świat z „Verticala”

Zofia: Niesamowite! A o czym teraz śnisz - nad czym pracujesz?

Rafał: Kończę Felixa, będzie bardzo katastroficzny. Wybuchy, zamieszki i terroryści.

Katarzyna: Aż tak?! Muszę przeczytać!

Rafał: No przecież będziesz musiała!

  • Rafał Kosik, Amelia i Kuba. Wenecki spisek, Powergraph

KUP ---> tu

Audiobook czytany przez Marcina Popczyńskiego na www.storytel.pl