Przyczajony pisarz, ukryty buldog

Książniczki
24 kwietnia 2018

Rafał Witek u Książniczek

Rafał Witek, autor powieści i słuchowisk dla dzieci i młodzieży. Pisze także wiersze dla grzecznych i niegrzecznych dzieci, ponieważ wierzy, że odrobina poezji należy się każdemu. Pochodzi z Wrocławia, mieszka w Wyobraźni.

fot. Maciej Wróbel

To wszystko przez moje nazwisko! Gdybym nazywała się Gabrysia Grzeczniutka, to ludzie inaczej by mnie traktowali. Ale Gabrysi Bzik mogą się czepiać do woli. Dlatego ciągle ląduję na dywaniku u dyrektora. Któregoś razu wylądowałam tam z Nilsonem Makówką, kolegą z klasy. Od tego czasu trochę się kumplujemy, ale nie myślcie, że ze sobą chodzimy! Łączą nas sprawy… jak by to powiedzieć… przygodowe.

Czy tytuł ma znaczenie?

Bardzo duże. Tytuł jest tym dla książki, czym strój dla człowieka. A ja mam z tym krzyż pański – męczę się wymyślając tytuły dla książek, i męczę się dobierając ubrania (śmiech). Ale mimo to staram się, bo nie ma nic gorszego, niż świadomość, że z powodu kiepskiego tytułu ktoś mógłby nie sięgnąć po fajną książkę.

Dzieci to wymagający czytelnicy?

Tak, ale nie w tym sensie, co dorośli. Kiedy mówimy o dorosłym „wymagający czytelnik”, mamy na myśli, że jest wyrafinowany, oczytany i ma własny gust. W przypadku dzieci słowo „wymagający” nabiera innego znaczenia. Współczesne dzieci – w większości – mają bardzo rozproszoną uwagę, niezbyt szeroki zasób słownictwa, są przebodźcowane i aspirują do bycia starszymi, niż są. To oznacza, że książki dla nich należy konstruować, biorąc te wszystkie ograniczenia pod uwagę.

Kierujesz się ich wskazówkami przy pisaniu kolejnych tomów?

Kiedyś to robiłem, ale potem przestałem. Przyszedł taki moment, w którym zdałem sobie sprawę, że ich uwagi, sugestie i pomysły zbyt często są kalką kreskówek i filmów. Dzieci są wspaniałe jeśli idzie o szczerość, emocjonalność, bezpośredniość itp., ale nie są gigantami intelektualnymi – dopiero się nimi stają. Najczęściej kompletnie nie mają też gustu. To do nas – dorosłych – należy kształtowanie dziecięcych smaków, rozbudzanie potrzeb kulturalnych, otwieranie nowych przestrzeni.

Skąd czerpiesz pomysły na szalone przygody Gabrysi Bzik i Nilsona Makówki?

Z dyskusji z wydawcą (śmiech).

Kiedy kolejny tom i czy już wiesz o czym będzie?

Powstało pięć tomów i wystarczy. Nie mam w sobie ducha scenarzysty telenoweli, nie potrafię przez sto lat pisać o tym samym.

Nad czym teraz pracujesz?

Tworzę ściśle tajną serię książek sensacyjnych dla dzieci 7+. I naprawdę nic więcej nie mogę o tym projekcie na razie powiedzieć. Pierwsza część ukaże się jesienią i jestem ciekaw, czy czytelnicy w ogóle rozpoznają, że to moje książki, bo zamierzam używać pseudonimu operacyjnego (śmiech).

Co czytałeś, kiedy byłeś dzieckiem?

Ogólnie dużo czytałem. Książki z biblioteczki mojej mamy, z osiedlowej biblioteki, potem z wojewódzkiej. W tej osiedlowej przeczytałem wszystkie! Jednym z pierwszych olśnień były „Podróże Guliwera”, potem powieści przygodowe Thomasa Mayne Reida, dość wcześnie odkryłem Marka Twaina, którego kocham do dziś. No i lubiłem serię „Klub siedmiu przygód” z powieściami polskich autorów takich jak Ożogowska, Perepeczko.

Czy lubisz słuchać audiobooków?

Nie znoszę! Jestem człowiekiem analogowym, książka ma być z papieru, żeby dało się zaznaczyć w niej ulubiony fragment, cofnąć się o kilka stron, coś podkreślić… Jedyna okoliczność, w której słucham audiobooków zachodzi wtedy, gdy moja córka jedzie ze mną autem. Na nieszczęście, córka lubi interpretacje „Bzika & Makówki” stworzone przez Joannę Pach. Ja zaś męczę się wtedy podwójnie, bo nie dość, że zamiast muzyki leci gadanie, to jeszcze jest to MÓJ tekst i co chwilę mam ochotę go zatrzymać, żeby coś poprawić, napisać inaczej lub wyciąć niepotrzebne słowo!

słuchaj ---> tu

Jakie polecasz audiobooki na podróż oprócz swoich?

Polecam te, które są czytane przez kobiety lub mężczyzn o wysokim tembrze głosu. Audiobooki czytane przez facetów z niskim głosem niedobrze brzmią w aucie, bo wtapiają się w warkot silnika. Szczególnie przy prędkościach autostradowych.

Czy wszystko, co napiszesz, wydajesz, czy piszesz też książki do szuflady?

Absolutnie nie wydaję wszystkiego, co napiszę. Są teksty, które przestały mnie w trakcie pisania interesować, więc je zarzuciłem. Są też takie, które leżą w szufladzie, mimo że są gotowe. I nawet trudno mi powiedzieć, dlaczego ich nigdzie nie wysyłam. Po prostu czuję, że to nie ich czas, albo że żaden z moich wydawców nie będzie wiedział, co z tą konkretną rzeczą zrobić… Może też być tak, że w niektórych przypadkach boję się odmowy. Mimo portfolio złożonego z 30 publikacji czasami nadal czuję się jak debiutant – szczególnie gdy mam do zaoferowania coś, co wykracza poza spektrum zainteresowań znanych mi wydawców. Wtedy nie wiem, co z tym czymś zrobić i najczęściej nic nie robię.

Czy pisarz dziecięcy nigdy nie przestaje być dzieckiem?

Ja przestałem być dzieckiem w momencie, gdy urodziła się moja córka. Definitywnie i na zawsze. Teraz to ona jest dzieckiem, a ja jestem dorosły. Ale gdy mi się znudzi bycie dorosłym, zamieniam się w kota albo w buldoga. Córka bardzo lubi, gdy łażę na czworakach i węszę za ukrytą parówką!

Miłego słuchania!