NIKE 2018: Marcin Wicha "Rzeczy, których nie wyrzuciłem"

Książniczki
7 października 2018

Zatrzymać, czy wyrzucić?

Przedmiotów można słuchać z różnych powodów. Marcin Wicha napisał historię o rzeczach i słowach. O tym, co mu pozostało po zmarłej matce.


Z rzeczy wyłaniają się obrazy. Scenki domowe. Rozmowy. Z dziecięcej laurki: „Że to jestem ja? No, skoro tak mnie widzisz… - Nie była łatwym odbiorcą laurek.” Z zawadiackiej liszki: Awantura. Bo matka była mistrzynią i umiejętnie rozgrywała swoje karty. Z kamieni: Obraz ojca, który nie mógł się oprzeć najpiękniejszym okazom. I matki, która nosiła mu te kamienie na grób.

Kiedy wszystko znika, zostają jeszcze książki. Tło życia rodzinnego. Ulubione książki trzyma się na jednej półce. Najważniejszej. Zawsze, kiedy matka miała zły humor czytała jedną książkę - „Emmę” Jane Austen. Wicha czyta tę książkę wybierając to, co musiało podobać się jego matce. Uszczypliwy język, uczuciowe zwroty czytelniczego zaangażowania i nauka, że trzeba być jędzą. Trzeba się zaprzyjaźniać ze słowami. Poza tym w książkach czytanych po raz setny ma się pewność, że znowu wszyscy przetrwają do ostatniej strony.

„Marząc o rzeczach cofamy się do dzieciństwa. Niedostępne przedmioty pozwalają skoncentrować smutek w jednym kształcie. Opisać to, czego nam brakuje.” To wydaje się proste, ale potem jest coraz trudniej.

Warto się zastanowić, co warto zatrzymać, a co można wyrzucić już teraz.