Meir Shalev u Książniczek

Książniczki
5 lutego 2017

Pisarz stary jak Izrael, lewicowiec, konstruktor powieści i miłośnik polnych kwiatów.

Po 40-stce pomyślał, że chciałby napisać powieść. Wiedział, że potrafi składać zdania i opowiadać historie. Nie wiedział jednak, czy uda mu się zbudować konstrukcję. Dla Meira Shaleva bowiem dobra powieść musi być zbudowana jak most. Most może być bardzo ładny, ale ostatecznie nie może się zawalić, kiedy przejedzie po nim pierwsza ciężarówka. Dał sobie rok!

„Rosyjski romans” oraz „Dwie Niedźwiedzice” to książki, które fascynują i wzruszają. Powieści Meira Shaleva są gawędziarskie, wielowątkowe, z poczuciem humoru i przepełnione niewiarygodnymi historiami. Z pisarzem spotkałyśmy się pewnego zimnego popołudnia w BUWie i rozmawiałyśmy o wiele dłużej, niż zamierzałyśmy!

Jesteś rówieśnikiem niepodległego państwa Izrael. Czy to oznacza coś wyjątkowego dla ciebie? A jeśli tak, to co?

Darzę Izrael uczuciem, jakim się darzy starego kolegę z klasy. Obaj mamy tyle samo lat. Jednak czasem zdarza mi się żartować na ten temat. Patrzę w lustro zastanawiając się jak wyglądam w wieku 68 lat i mówię sobie – ja i państwo Izrael jesteśmy w tym samym wieku, ale ja wyglądam lepiej.

Sądzisz, że jesteś typowym Izraelczykiem?

Nie istnieje jeszcze typowy Izraelczyk. Jesteśmy bardzo małą społecznością i bardzo zróżnicowaną. Po pierwsze mamy różne nacje – nie tylko Żydów, ale także inne grupy etniczne. Także pośród społeczności żydowskiej – ponieważ są to ludzie pochodzący z całego świata – są duże różnice kulturowe. Typowy Izraelczyk jeszcze nie powstał. I powiem ci więcej, chyba bym nie chciał, żeby przeważył typowy Izraelczyk, ponieważ podoba mi się tak, jak jest. Ja nie jestem typowym Izraelczykiem - statystycznie rzecz ujmując - ponieważ większość Izraelczyków dziś to prawicowcy, religia staje się coraz silniejsza – chyba zresztą macie podobny problem teraz w Polsce. Ja jestem lewicowcem, nie jestem wierzący, uważa się mnie za popularnego, a nawet za uwielbianego pisarza w Izraelu, ale to wśród czytelników książek, których też jest coraz mniej.

Ilu czytelników jest w Izraelu?

Nie posiadam dokładnych danych, jednak w Izraelu wciąż czyta się dużo. O wiele więcej niż w wielu europejskich krajach.

Niż w Polsce.

Oczywiście więcej niż w Stanach Zjednoczonych.

Więcej? W stanach czyta ponad 80% społeczeństwa.

Tak, proporcjonalnie więcej. Wydaje mi się, że kiedy publikowałem swoją pierwszą powieść 28 lat temu czytelników było więcej, niż dzisiaj. Zmieniają się nawyki. Internet i smartfony zmieniły wiele nawyków czytelniczych w różnych krajach, również w Izraelu.

Tak, piszę o tym doktorat. Tylko, że w Polsce czyta 40% społeczeństwa.

Naprawdę? A co się u was rozumie przez czytanie? Jaka jest definicja?

Czytanie jednej książki rocznie.

Mój ojciec, niech spoczywa w pokoju, nie zaakceptowałby takiej definicji. Według niego czytelnik powinien czytać jedną książkę tygodniowo.

Podoba mi się ta definicja. Wspominałeś, że swoją pierwszą powieść opublikowałeś 28 lat temu. Ile miałeś wtedy lat?

Czterdzieści.

Czy to dobry moment żeby zacząć?

Dla mnie tak. Zwykle autorzy zaczynają znacznie wcześniej i od dziecka wiedzą, że chcą zostać pisarzami.

A ty?

Nie, ja chciałem zostać zoologiem i wciąż mam nadzieję, że nim zostanę. Trochę jak Pines z mojej powieści. Zwłaszcza entomologiem. Teraz bardzo zajmują mnie polne kwiaty. Mam cały ogród polnych kwiatów i piszę o nich teraz książkę.

W jakiś sposób jednak wciągnęły mnie media. Pisałem dla nich przez 15 lat, miałem swój własny talk-show i gdzieś koło czterdziestki poczułem, że mnie to wszystko nie satysfakcjonuje. Że muszę zrobić coś, co ma większe znaczenie. Postanowiłem, że spróbuję napisać książkę. W moim domu rodzinnym zawsze był klimat sprzyjający literaturze, słowom i opowieści. Zwłaszcza ze strony mojego ojca - tata był poetą i nauczycielem, jego brat, który jest nota bene ojcem Zaruyi Shalev, też pisarki, był krytykiem literackim. Miałem więc to zaplecze intelektualistów i pisarzy. Jednak druga strona, strona mojej matki, farmerzy, byli świetnymi gawędziarzami. Wszystkie te małe, niewiarygodne historyjki w „Rosyjskim romansie” są darem, który otrzymałem od rodziny mojej matki. Albo historie same w sobie albo łatwość pisania takich historii w ten sam sposób. Zawsze fascynowały mnie historie i język hebrajski, więc pomyślałem sobie – dużo czytasz, lubisz literaturę, umiesz pisać – czemu by nie spróbować napisać powieści. Dałem sobie rok, żeby sprawdzić, czy to, co napiszę ułoży się w powieść. Po tym roku znałem już swoje słabe strony. Po pierwsze to zupełnie co innego napisać ładne zdanie albo nawet ładną historyjkę, a czym innym jest stworzenie struktury powieści, tak żeby całość się nie zawaliła. Powieść nie jest tylko pracą którą można porównać do architektury, ale również do inżynierii. Powieść musi być zbudowana jak most. Most może być bardzo ładny, ale ostatecznie nie może się zawalić, kiedy przejedzie po nim pierwsza ciężarówka. Poczułem, że muszę nauczyć się, jak nadawać strukturę moim książkom. Szczególnie przy takiej ilości bohaterów i dygresji ,które muszą się ze sobą łączyć. Dlatego wymyśliłem sekretną technikę…

Słynne małe karteczki?

Tak! Miałem całą historię w głowię, więc zacząłem pisać małe obrazki tej historii. I nagle miałem ponad 400 takich obrazków, z którymi nie wiedziałem co mam zrobić. Tutaj zaczyna się inżynieria. Każdemu obrazkowi nadałem tytuł i zapisałem go na kartce papieru. Następnie rozłożyłem wszystkie karteczki na podłodze. Miałem długi cienki patyk i przechadzałem się wzdłuż pokoju pośród kartek papieru przekładając je z jednego miejsca na inne, tworząc różne struktury. Niektórzy przyjaciele żartowali sobie mówiąc – weź wszystkie kartki i podrzuć je do góry! Sposób w jaki spadną będzie strukturą twojej opowieści. Ale ostatecznie – sam stworzyłem strukturę!

Czyli to nie były plotki z tymi karteczkami. A drugą powieść też tak pisałeś?

Tak, piszę wszystkie moje powieści w ten sam sposób.

W twoich powieściach ważny jest czas linearny, historyczny, ale jest też czas cykliczny, który wydaje się jeszcze ważniejszy.

Tak, czas cykliczny jest dla mnie bardzo ważny zarówno osobiście, jak i twórczo, artystycznie. Lubię to, że natura się odradza. W krajach śródziemnomorskich dzieje się to bardzo gwałtownie. Na przykład tutaj jak mi się wydaje deszcz może padać przez cały rok. My natomiast mamy bardzo suche lato, umiarkowanie suchą zimę, a pory roku bardzo się od siebie różnią. To dlatego mitologiczne opowieści o życiu i śmierci, o Adonisie, Ozyrysie, a także w jakimś sensie o Jezusie, o ludziach którzy umarli, a potem powrócili do świata żywych rozwijały się w rejonie śródziemnym. Lubię cykliczność natury również dlatego, że jest tak różna od przekonań politycznych i religijnych w moim regionie. Należą do okresu pogańskiego. Greckich, egipskich i babilońskich bogów. Wydaje mi się, że współczesne religie monoteistyczne nie są powiązane z naturą, jak dawniejsze religie. A ja bardzo lubię to spojrzenie w kierunku natury.

Mówisz, że wszystko się zmienia, a jednak Twój bohater Baruch nie zmienia się wcale. Dlaczego?

Dorasta, zmienia się fizycznie, jest młodym, silnym mężczyzną. Jest jak byk. Staje się taki, ponieważ tak zdecydował jego dziadek i taką rolę mu wyznaczył. Dziadek, Jakov Mirkin, ma powód, żeby zemścić się na społeczności swojej wsi, w której mieszkał i której był też założycielem. Wychowuje Barucha z dwóch powodów. Po pierwsze – Baruch stracił rodziców, kiedy miał dwa lata, więc dziadek się nim zajął. Jednak wychowuje go tak, żeby był silny, milczący i posłuszny. Jest właśnie jak byk, który zrobi wszystko, co rozkaże mu jego pan. Dokona zemsty dziadka. Założy cmentarz na swojej ziemi, w swoim sadzie, który zniszczy wszystkie marzenia syjonistyczne dotyczące osiedlania się i uprawiania ziemi. Jest to zemsta ideologiczna, symboliczna, a nie materialna Baruch jest tylko narzędziem zemsty w rękach dziadka.


W twojej najnowszej powieści „Dwie Niedźwiedzice” głównym motywem też jest zemsta.

Tak, ale jest to zupełnie inna zemsta.

Wciąż jednak zemsta. Skąd ten temat?

Zemsta w mojej najnowszej książce jest krwawą zemstą. Ludzie się zabijają w imię zemsty. „Rosyjski romans” to powieść, która mogła się rozegrać tylko wśród pionierów zakładających nowe państwo. „Dwie Niedźwiedzice” mogłyby się wydarzyć zarówno w Polsce, jak i w Zimbabwe. Sam nie jestem mściwą osobą, ale podoba mi się siła tego uczucia. Każdy, nawet najmilszy papież w Watykanie czuje od czasu do czasu chęć zemsty. Może dotyczyć to kochanka żony albo kogoś, kto wyprzedził go na autostradzie. Nie wiem! Wszyscy mamy czasem takie poczucie, że nie byłoby nam szczególnie przykro, gdyby niektóre osoby po prostu przestały istnieć. Albo przydarzyło im się coś strasznego. Od tego jest już krótka droga do tego, czy samo im się coś przydarzy, czy też my pomożemy w tym losowi. Większość osób się nie mści.Nurtuje mnie jednak, czy dzieje się tak z powodów moralnych, czy też dlatego, że boimy się policji, sędziów czy kolejnej zemsty. Po „Dwóch Niedźwiedzicach” niektórzy moi przyjaciele w Izraelu byli zszokowani. Myśleli, że coś mi się stało. „Dwie Niedźwiedzice” są naprawdę brutalną książka. Niektórzy uważali nawet, że niemoralną. Ja uważam, że literatura nie musi być moralna. Powinna zajmować się moralnymi zagadnieniami, ale nie powinna być sędzią ani rabinem, którzy mówią, jak należy się zachowywać.

Dla mnie w literaturze ważne są pytania, które zostają po przeczytaniu książki.

Zawsze proszę moich czytelników, żeby myśleli sami. Piszę w pierwszej osobie. Kiedy się pisze w trzeciej osobie, pisze się jako autor i jako ktoś, kto zna już całą historię i wszystkie odpowiedzi na pytania. Ale jeśli się pisze w pierwszej osobie narrator staje się również tylko częścią opowieści, jednym z bohaterów i nie ma powodu, dla którego miałby wszystko wiedzieć.

Napisałeś autobiograficzną powieść, memoire o twojej rodzinie. Ile jest dzisiaj w Izraelu z Rosji, a ile z Ameryki?

Za dużo Ameryki w Izraelu, jak zresztą wszędzie. Jeśli chodzi o Rosję, to mamy jej silną reprezentację. Zobacz, moi dziadkowie uciekli z Ukrainy i z Rosji okołu stu lat temu. To jest jeden obraz Rosji – przedbolszewickiej. Jednak w latach ’70, ’80 i ’90 była inna fala imigrantów z Rosji, mamy więc dziś w Izraelu silną… Cieszę się z tego, ponieważ przywieźli oni ze sobą jedzenie i akcent, które przypominają mi babcię. Czuć ich obecność. Większość z nich to prawicowcy, jednak mam nadzieję, że zmądrzeją z czasem. Jednak amerykańska kultura przejmuje cały świat.

Dziękuję w takim razie, że mogliśmy porozmawiać. Po angielsku. I dziękuję za twoje książki.