Marta Guzowska u Książniczek #regułanr1

Książniczki
5 października 2017

"Archeolog może udawać, że złoto go nie interesuje. Nie wierz w to. Nie ma takich. Na każdego działa złoto!"

Skąd archeolog wie, gdzie ma zacząć kopać? O archeologii, nowym kryminale "Reguła nr 1" oraz o gorączce złota opowiadała Książniczkom Marta Guzowska.

Skąd archeolog wie, gdzie ma zacząć kopać?

To jest bardzo podchwytliwe pytanie, ponieważ tak naprawdę wszędzie można zacząć. Tych miejsc jest więcej, niż się wydaje. Na przykład kiedy w Atenach budowano metro, to na całym terenie odkrywano niesamowite znaleziska. Wyobraź sobie! To było przecież starożytne miasto! Wszystko było eksponowane i mieli potem w Atenach niesamowite wystawy. Ale załóżmy, że nie jesteśmy w Atenach, gdzie wszędzie coś jest. Są różne sposoby. Po pierwsze – są różne źródła pisane, że tu było miasto, a tu nic nie było. Ale ja pracuję w okresie, w którym nie było żadnych źródeł pisanych. Wtedy robi się badania powierzchniowe. W Polsce 100% obszaru zostało w ten sposób przebadane. Badania te prowadzi się również w sposób bardziej zaawansowany.

W Troi prowadziliśmy badania sprzętem, który się nazywa magnetometr protonowy. Magnetometr wysyła promieniowanie, które się odbija i wraca. W zależności od tego, co jest pod ziemią, wychodzą różne rzeczy. W Troi szukaliśmy w ten sposób cmentarzyska. Troja jest o tyle ciekawym miejscem, że nie wiadomo, co oni tam robili ze swoimi zmarłymi. Nie znaleźliśmy. Znaleźliśmy za to całą masę innych fajnych rzeczy. W ten sposób zostało zmapowane całe miasto Troi, które jest wielkie. Więc archeolodzy doskonale wiedzą, gdzie mają kopać. A te badania są stosunkowo tanie w porównaniu do wykopalisk, więc można ich przeprowadzić dużo i zrobić sobie taką mapę. To jest oczywiście teoria, bo w praktyce wszystko zależy od pieniędzy, zezwolenia, często też od polityki.

Jesteś czynnym archeologiem?

I tak i nie. W tej chwili zajmuję się publikacją materiału. Nawet mam termin do końca roku. Co mnie trochę stresuje powiem szczerze, bo bardzo dużo z tym jest pracy. Natomiast w tej chwili nie pracuję na żadnych wykopaliskach. Z wyboru. Wiem dobrze, że jak zacznę coś nowego, to nigdy nie skończę tej publikacji. Zostanę wtedy prawdopodobnie zamordowana i będzie to temat na kryminał.

Więc chcę zamknąć jeden etap, żeby potem rozpocząć drugi, a ponieważ moje młodsze dziecko ma pięć lat, to się nawet dobrze składa. Za rok, czy za dwa będzie łatwiej znowu jeździć.

Czy z pisaniem powieści jest podobnie jak z archeologią? Czy wiadomo, gdzie się zaczyna powieść?

U mnie to jest różnie. Już zaraz mam siadać i pisać nową powieść. Znam jej początek. I kompletnie nie wiem, co będzie dalej. Wiem, jaka będzie pierwsza scena, być może druga, być może trzecia.

Nowa powieść z Simoną Brenner?

Nie, to nie będzie Simona. To nie będzie seria, to będzie pojedynczy tom. Nic więcej nie powiem! Doskonale wiem, co będzie na początku i naprawdę nie wiem, co będzie dalej. Uważam, że to strasznie podniecające, bo kompletnie nie wiem, co się stanie. Natomiast zdarza mi się też odwrotnie. Na przykład wiem, kto zabił. Albo gdzie zostaną znalezione zwłoki. Bardzo różnie. W „Czarnym świetle” wiedziałam, że to ma być grób wampira. Kompletnie natomiast nie wiedziałam, gdzie tę powieść zacząć. To ciekawe pytanie, bo właśnie bardzo dużo wysiłku kosztowało mnie tutaj „wejście” w akcję. Potem już wiedziałam, co ma się zdarzyć.Ale w którym momencie ja mam wystartować w tej akcji? Czy to ma być początek wykopalisk, środek wykopalisk? Czy to ma być moment, kiedy oni znajdą ciało? Czy wcześniej? Nie mogłam w ogóle znaleźć tego punktu zaczepienia. Pisarz nie zawsze wie, gdzie ma zacząć kopać.

Pierwsza reguła: Nie ufaj nikomu. Simona sama ją wymyśla, ale ciągle ją łamie. Archeolożka, złodziejka. Spotyka ojca, którego nigdy nie widziała i nie wzbudza to w niej emocji. Co jest z tą Simoną?

Simona rzeczywiście nie jest za bardzo konsekwentna. Chociaż ja bardzo lubię tę scenę z ojcem. Ponieważ w pierwszym tomie pojawiła się historia z niezwykłymi oczami Simony. Wtedy w ogóle nie wiedziałam nic o jej rodzicach. Ten temat nie był mi potrzebny do książki, dlatego mnie to nie zaprzątało. Potem sobie pomyślałam - takie oczy, dlaczego ona ma takie oczy? Po kimś musi je mieć. Może mieć po dziadkach oczywiście, ale jakby tak spotkała jakiegoś swojego rodzica? I tak się pojawił pomysł ojca. Simona spotkała rodzica, którego do tej pory nie widziała. W związku z tym nie może odczuwać jakiś specjalnych uczuć, bo ona po prostu nie miała taty. Nie istniał dla niej. A ponieważ jest twarda, a przynajmniej próbuje taka być, to myśli, że czemu ma się przejmować.

Tak mi się wydawało i nawet z redaktorką o tym dyskutowałam. Spytała, dlaczego Simona tak nic nie czuje do swojego ojca. No nic nie czuje, bo ten facet jest dla niej nikim po prostu. On całe życie nie był dla niej ważny.

Ale to nie jest jedyna ofiara, którą Simona poświęca. Niekonsekwencja to jedno, ale bohaterka potrafi irytować i wzbudzać różne emocje. Czy ty ją lubisz?

Tak, bardzo ją lubię. Chociaż rzeczywiście mnie też ona irytuje. Myślę jednak, że Simona jest bardzo ludzka. Któż z nas jest w 100% konsekwentny? Powiedzmy, że układamy sobie jakiś plan. I wszystko jest pięknie, dopóki to działa. Ale w pewnym momencie zazwyczaj każdy plan po prostu się wali. Bardzo lubię w Simonie tę jej słabość – że ona sobie wymyśli, jak coś zrealizować, a potem nic z tego nie wychodzi. Sama nie docenia swoich słabości. W związku z tym te słabości często ją gubią. Bo ma słabość do jakiegoś faceta. Bo ma słabość do jakiejś sytuacji. Albo się czegoś za bardzo boi. Planując nie myśli o tym. Wydaje jej się, że jest taka fajna i wszystko jej wyjdzie super, a tak naprawdę musi ratować skórę.

Wikła się w różne sytuacje, choć jest na tyle sprytna…

Że mogłaby się wywikłać. Ale wtedy nie byłoby książki. To jest tak, jak z tą blondynką w horrorze, co to mówimy – nie schodź do piwnicy, nie schodź do piwnicy! I nawet jeśli ona nie jest inteligentna, to powinna wiedzieć, że nie powinna schodzić do piwnicy. Jednak musi tam zejść, bo nie byłoby filmu.

Simona jest tylko człowiekiem. I za to ją lubię. Za tę niekonsekwencję, za słabości. Udaje twardzielkę, ale w gruncie rzeczy nią nie jest.

A za główną obsesję, którą jest archeologia?

Tak, ale ona ma swój własny kodeks. To, co dla innych jest niemoralne, dla niej jest moralne i ona bardzo sprytnie potrafi sobie wytłumaczyć, co jej wolno, a czego nie.

Ukraść i oddać muzeum – to dobrze, ale ukraść i sprzedać – to źle? Zastanawiałam się, czy to jest skrywana fantazja archeologów?

Oczywiście, że tak! Pisząc pierwszą Simonę i zastanawiając się kim ona będzie i jak będzie kradła te rzeczy, myślałam właśnie o tym, że archeolog myśli dziwnie. Myśli, że jeżeli on coś wsadzi do muzeum i nikt tego do końca świata nie zobaczy, to dobrze. Natomiast jeśli wprowadzi to prywatny kolekcjoner do muzeum – to niedobrze. Nawet jeśli prywatny kolekcjoner zrobi z tego wystawę, to i tak jest niedobry. Archeolodzy naprawdę tak myślą. Ja wiem, że to jest nielogiczne, ale prywatny kolekcjoner może zrobić wszystko. Może kazać przekuć złoty pierścień na kolczyki dla córki. Pisząc Simonę próbowałam to rozgryźć. Może ona właśnie sobie to wytłumaczyła. Po co ma leżeć i gnić? Lepiej, jeśli ktoś się tym zaopiekuję. A ona zarobi.

Czy Simona będzie dalej kradła?

Na pewno mam w planie jeszcze jeden tom, ponieważ mam tak świetny pomysł, że nie chcę żeby się zmarnował! Nic nie powiem! Teraz oddech. Na wiosnę wyjdzie nowa książka o czymś zupełnie innym – „Ślepy archeolog” prawdopodobnie. Będzie to inny bohater. A teraz piszę jeszcze zupełnie coś innego. Ale Simona czeka. Wpadłam na pomysł pierwszej sceny. Wyobraziłam sobie Simonę i już wiem, jak się zacznie.

A kiedy sobie wyobrażasz takie rzeczy?

Czasami to jest zupełnie nagle i znienacka. Czasem przy lekturze, a czasem przy rozmowie. Wyobraziłam sobie Simonę w cudownej scenie. Nie wiem, co dokładnie się zdarzy, ale wiem, co ona będzie musiała zrobić. Ale niech czeka. Przerwy dobrze robią bohaterom. Dojrzewają.

Rzeczywistość archeologów przedstawiona w popkulturze jest szalenie ekscytująca. Pogonie, morderstwa i spiski. Jest w tym trochę prawdy?

W spiskach tak. Archeolodzy to straszni intryganci. Ale któż nie jest? Światem archeologów wstrząsają różne wiadomości, ale zazwyczaj o nowych odkryciach, a nie o morderstwach. Może a potrzeby wywiadu powinnam coś zmyślić. Archeolodzy to też są ludzie. Może kiedyś któryś z nich nie wytrzyma. Archeolodzy potrafią się jednak bezkrwawo konfliktować. Przywłaszczać i kraść sobie odkrycia!

Poszukiwanie złota, poszukiwanie skarbu. Archeologia działa na wyobraźnię.

Działa też na moją, mimo że ja jestem profesjonalistką. Archeolog może udawać, że złoto go nie interesuje. Nie wierz w to. Nie ma takich! Ja jestem ceramologiem. Grzebię się w skorupach. One są brzydkie i ja je kocham. Uważam, że bardzo dużo informacji tam jest ukrytych i naprawdę bardzo lubię tę robotę. Ale na mnie też działa złoto. Na każdego działa złoto!

Marta Guzowska, Reguła nr 1, Marginesy