Książka czy film? "Światło między oceanami"

Książniczki
10 września 2016

Ckliwy melodramat szarpie emocjonalnie, a Fassbender będzie wam się śnił po nocach!

"Światło między oceanami" rozpoczęło naszą literacką jesień w kinie. Lubimy czytać książki, a potem porównywać reżyserską wizję z naszą własną. Zwykle w tym starciu wygrywają książki, ale tym razem obsada z Michaelem Fassbenderem, Alicią Vikander i Rachelą Weisz dodała historii głębi.

Książka:

Opowieść gra na emocjach i trzeba być do tego przygotowanym, bo debiut Margaret Stedman to klasyczny wyciskacz łez. Autorka potrafi uwikłać bohaterów w sytuacje bez wyjścia, gdzie każdy wybór może być już tylko tragiczny. Lekka narracja sprawia, że mimo trudnych tematów łatwo zanurzamy się w historię i nie możemy się od niej oderwać. Korona extra za wielowymiarowe przedstawienie bohaterów.

👑👑👑👑 – dobry wyciskacz łez

Film:

Ekranizacja "Światła między oceanami" w reżyserii Dereka Cianfrance wywołuje łzy wzruszenia tak samo jak książka, która została przy okazji filmu wznowiona w filmowej okładce. Przegapiłyśmy ten debiut kilka lat temu, a teraz po niego sięgnęłyśmy za sprawą filmu. Gwiazdorska obsada sprawia, że nawet jeśli nie rozumiemy wyborów bohaterów, to cierpimy razem z nimi, a piękne krajobrazy i kostiumy dopełniają całości. Adaptacja bardzo wierna książce, Fassbender w roli Toma wspaniały (jak zawsze)!

👑👑👑👑 – warto zobaczyć, jeśli lubi się płakać w kinie

Film udowodnił, że książka to gotowy scenariusz. Relacja na gorąco tuż po prasowej premierze (łzy autentyczne ;)

Książka w sprzedaży: M.L. Stedman, Światło między oceanami, Wydawnictwo Albatros

Polska premiera filmu 18 listopada!