Barista, który nie lubi kawy

Książniczki
20 czerwca 2016

Wywiad z włoskim pisarzem Diego Galdino

Z Diego Galdino spotykamy się w małej kawiarni na Hożej w Warszawie. Włoski rozmówca zamawia wodę. Ja wybieram cappuccino - na szczęście jest jeszcze przed południem, więc nie robię w obecności baristy faux pas. Autor romansu „Pierwsza kawa o poranku”, podobnie jak bohater tej powieści, mieszka w Rzymie i prowadzi kawiarnię. Jego debiut powieściowy przyniósł mu taką sławę, że zaczął pisać kolejne książki. Kawy jednak nie porzucił - prowadzi kawiarnię Lino Bar.

Książniczki: Ile pije Pan kaw dziennie?

Diego Galdino: Bardzo dobre pytanie. W takim razie muszę na początku zdradzić pewien sekret, mimo, że mój agent literacki prosił, żebym go nie zdradzał. Nie lubię kawy…

O Dio, czy to nie żart?

Dla dobrego baristy z doświadczeniem, żeby poczuć, czy kawa jest dobra, wystarczy jej zapach i wygląd.

A jaka kawa jest najlepsza? Jakąś przecież czasem Pan pija?

W Rzymie na tę kawę mówi się Marocchino, kawa z mlekiem i pyłem kakaowym.

Czyli barista zabiera się za pisanie powieści dlatego, że nie lubi kawy?

(śmiech) Barista zaczął pisać książki dlatego, że przeczytał historię o pięknej miłości…Opisane w niej było pewne miejsce, postanowiłem sprawdzić, czy naprawdę istnieje. Rozpocząłem niesamowitą podróż do Kornwalii w Anglii. Najpierw dwie godziny samolotem, potem sześć autobusem. Dotarłem w to miejsce, zobaczyłem je i od razu rozpocząłem podróż powrotną. Podczas tej podróży dojrzała we mnie chęć napisania książki.

Co to była za książka, która Pana natchnęła do takiej podróży i do pisania?

"Poszukiwacze muszelek" autorstwa Rosamunde Plicher

I pomyślał Pan, że napisze lepszą historię miłosną? Pewnie w barze Lino nie było zbyt wielkiego ruchu….

To byłoby bardzo trudne, bo Rosamunde Pilcher to świetna pisarka, bardzo lubię i cenię jej powieści.

W pierwszej książce Rzym, potem Siculiana, akcja najnowszej Pana powieści toczy się w małym miasteczku w Toskanii.

Miejsce, gdzie dzieje się akcja powieści jest dla mnie bardzo ważne. Od tego zaczynam, w pewnym sensie, pracę nad powieścią. Dzięki moim historiom staram się pokazać te miejsca czytelnikom. Jak piszę o Rzymie, to opisuję nie te powszechnie odwiedzane przez turystów miejsca, ale takie, które warto poznać, których się na co dzień nie odwiedza. Nie dotyczy to tylko Rzymu; na przykład maleńkie miasteczko Siculiana na Sycylii, tuż obok słynnego na cały świat Agrigento, jest zupełnie nieznane, a przepiękne! Taki paradoks - wiem, że moi czytelnicy teraz, jak ja kiedyś do tej Kornwalii, jeżdżą w miejsca, które opisałem w moich książkach.

W miasteczku, w którym rozgrywa się akcja „Żeby miłość miała Twoje oczy” spędzałem każde wakacje jako dziecko. Opisuję też prawdziwe postacie. Włoscy czytelnicy po przeczytaniu tej książki jeździli do Cetony i robili sobie zdjęcia z tymi prawdziwymi postaciami. Wysyłali mi zdjęcia z żywą Marcellą z tej powieści.

Czy już miejsce na kolejną książkę zostało wybrane? Może Warszawa?

(śmiech) W moich książkach lubię, kiedy jedna z osób jest obcokrajowcem. W następnej mojej powieści główną bohaterką jest Szwajcarka. Może w jeszcze następnej bohater będzie Polakiem, czemu nie?!

Czy lubi Pan Jane Austen?

Moja ulubiona książka to jej „Perswazje” .

Ze wszystkich?

To nie jest najlepsza książka, którą przeczyłem w życiu, ale ma w sobie coś takiego, że to jest właśnie „moja” książka.

Marzy się Panu taka sława, jak Jane Austen?

To bardzo dobre pytanie, ale…. Jane Austen nie przygotowywała kawy.

Z myślą o jakich czytelniczkach pisze Pan książki?

Piszę dla wrażliwych dusz. Kobiety są wrażliwsze od mężczyzn, dlatego pisząc swoje książki przede wszystkim z myślą o kobietach. Sądzę, że moje czytelniczki to takie osoby, które lubią usiąść sobie czasami nad brzegiem morza i nie myśleć o niczym innym.

Czy zawsze chciał Pan zostać pisarzem?

Od zawsze dużo czytam, ale nigdy nie myślałem, żeby zostać pisarzem. W pewnym momencie po prostu chciałem przeżywać takie historie, o których nie mógłbym przeżyć w rzeczywistości. W pewien sposób żyję poprzez swoich bohaterów.

Książka i kawa to zestaw idealny, ale jak się okazuje, dla Pana nie - co Pan pija przy lekturze?

Rano kawa pasuje do książki, ale ja wolę do lektury ice tea.

Czyli kawa tylko rano, a proszę nam zdradzić, dlaczego cappuccino można pić tylko do 12?

Cappuccino nie można pić wtedy, kiedy Ci podoba! To jest jak z miłością. Tylko raz w życiu zdarza się prawdziwa miłość i tylko raz w ciągu dnia można pić cappuccino. Cappuccino to jest poranek! Budzisz się i pijesz Cappuccino. To jest jeden moment dnia.

Myślałam, że znajdę usprawiedliwienie u eksperta.

Nie. Popołudniu nie można pić cappuccino! Nie pozwalam! Po obiedzie - nie! Po kolacji - też nie! Espresso – proszę bardzo.

Rozumiem. A czy każda Pana książka musi się dobrze kończyć? Tak nie wygląda życie.

Mój ulubiony pisarz to Nicholas Sparks.

Czyli jednak nie Jane Austen?

Z kobiet Jane Austen. Dla mnie w jakimś sensie oni są jak mąż i żona - para idealna (śmiech). Dla mnie moje książki to baśnie dla dorosłych, a nie może być tak, że baśń się źle kończy. I tyle jest historii, które się źle kończą, to czemu moje też mają się źle kończyć.

Jakie jeszcze książki lubi Pan czytać? Tylko takie z happy endem?

Bardzo lubię Kena Folletta; chyba najlepsza książka, którą przeczytałem w życiu, to „Filary ziemi”. Czytam bardzo różne książki, nie lubię tylko horrorów. Lubię też Jo Nesbø i Stiega Larssona. Sam pisze romanse, więc czytam też dużo książek konkurencji.

Czy we Włoszech ma Pan dużą konkurencję w tym gatunku?

Nie, trudno znaleźć we Włoszech pisarza, który jak ja pisze takie historie o miłości. Chyba jestem jedyny. We Włoszech mówią na mnie „włoski Sparks”.

Ale czy książki z happy endem nie są trochę banalne?

Czy miłość jest banalna?! Dla mnie miłość nie jest banalna nigdy! Banalne może być jednak jej opowiedzenie. Np. w „Pretty Women”, od samego początku, gdy tylko film się zaczyna wiemy, że oni będą ze sobą. Mogło by wyjść banalnie, ale nie, bo ciekawsze jest nie zakończenie, ale droga do niego. To w jakim sposób opowiedziana jest ta historia. To „jak” jest istotą takich opowieści. W każdej powieści staram się zawrzeć coś oryginalnego, czego nie było jeszcze w żadnej innej historii, żeby moja książka była jedyna w swoim rodzaju. Wiele historii miłosnych kończy się źle, bo stają się banalne. To my powinniśmy strać się, żeby nasze historie miłosne nie były banalne. Każdego dnia powinniśmy robić coś zaskakującego dla osoby, którą kochamy.

Jak się kocha we Włoszech?

We Włoszech miłość wygląda tak, jak w każdej innej części świata. Nie jest taka jak w książkach, ale może dlatego powinniśmy skupić się na tym, żeby nasza historia była bardziej romantyczna. Każdego dnia powinniśmy dbać o tę naszą historię miłosną. Zakochać się i żyć w miłości,to niej jest strata czasu - to jest najważniejsze.

„Pierwsza kawa o poranku” będzie ekranizowana. Czy współtworzy Pan scenariusz?

Dostałem scenariusz z pytaniem czy mi się podoba, czy coś powinno być poprawione. Scenarzysta jest bardzo ważną postacią we Włoszech, więc to byłoby tak, jakbym dawał rady Michałowi Aniołowi.

Zna Pan polskich autorów?

Współczesną literaturę nie bardzo, ale jedna z książek, która mi się bardzo podobała to „Quo vadis?”. To jedna z najlepszych powieści historycznych jakie kiedykolwiek powstały.

I wątek romansowy taki ładny…

Oczywiście! I przepiękna scena oświadczyn!

Czy bycie pisarzem zmieniło Pana życie?

Nie, nadal od rana do wieczora robię kawę.

Której Pan nie lubi…

(śmiech)

Czy teraz klienci przychodzą po kawę z książką i proszą o autograf?

Tak, przyjeżdżają czytelnicy z wszystkich krajów, w których ukazały się moje książki. Bardzo mnie to cieszy. Jeśli macie ochotę na włoską kawę, zapraszam do Rzymu do Lino Bar, Via Cardinale Oreglia 34.

Diego Galdino